Masa i siła - odsłona 2



czyli: o zimnokrwistych koniach belgijskich

Największym "obmierzonym" koniem świata był Sampson (alias Mammooth) przedstawiciel rasy Shire - mierzył 220 cm w kłębie i ważył 1520 kg. Jednakże konie tej rasy tak naprawdę rzadko osiągają takie niezwykłe gabaryty. Zazwyczaj mają ok. 180 cm w kłębie i nie więcej niż 800-1000 kg wagi. Tymczasem rasą, dla której faktycznie powszechny jest pokrój stanowiący połączenie potęg siły i masy, są zimnokrwiste konie belgijskie.



Konie belgijskie, zwane także belgami i brabantami, to najstarsza rasa zimnokrwista. Powstała ona w Belgii, w oparciu o konie bojowe, tzw. starego typu (flandryjskie, ardeńskie i brabansony), używane do walk rycerskich. W związki z zapotrzebowaniem na siłę roboczą podjęto niezbyt udane próby zmniejszenia kalibru przez krzyżowanie ich z końmi miejscowymi. Chciano uzyskać tą metodą konia do zaprzęgów. Miał być dość ciężkiego typu, ale nie za ciężki tak, by mógł ciągnąć ładunki na długich dystansach. Pierwsze belgi miały więc nieco lżejszą budowę i nie tak masywne nogi, jak obecne. Hodowla rozwijała się w centralnej Belgii, w krainie zwanej Brabancją (część obecnej Belgii i południowo-zachodniej Holandii). Mimo nie całkiem jeszcze doskonałego pokroju już wówczas zalety belgów były znane, a ich krew użyta do stworzenia m.in. ras Suffolk Punch (koniec XVI wieku)m Shire (połowa XVII wieku), czy Clydesdale (XVIII wiek).

Rasę nieco zmieniono dopiero około roku 1870, dążąc do pogrubienia koni i uzyskania większej masy i siły. Powstały wówczas trzy linie hodowlane, oparte o ogiery Orange I, Bayard i Jean I, których walory szybko doceniono i zaczęto bardzo powszechnie używać do doskonalenia krwi innych ras. Linie te do roku 1885 były traktowane jako odrębne rasy: Gros de la Dendre po Orange 1 (zwykle gniade, stanowią obecnie 3/4 wszystkich belgów), Gris du Hainaut po from Bayard (siwe, bułane, cisawe lub kasztanowate - te ostatnie uważa się za najbliższe genom Bayarda) i wreszcie Colosses de la Mehaique po Jean 1 (znane ze swej wyjątkowej siły i doskonałych nóg). Służyły do doskonalenia pogłowia koni pociągowych w praktycznie całej Europie. Następnie z powrotem połączono te typy w jedną rasę, w której największy wpływ na pokrój miał ogier Albion d'Or (wnuk Orange I).



Upowszechiając rasę na świecie jednocześnie nie importowano do Belgii żadnych koni "z zewnątrz" w celu jej dalszego doskonalenia. Konie w Belgii były traktowane jako nienaruszalny wzorzec rasy, o który bardzo dbano, planując starannie odpowiednie krzyżowanie posiadanego materiału genetycznego. Szczególną rolę w dbałości o czystość rasy odegrał rząd Belgii - utworzono rejonizację, w ramach której odbywały się międzynarodowe prezentacje koni z bardzo hojnymi nagrodami dla najlepszych hodowców. Powołano też komitety inspekcyjne, oceniające ogiery. Te intensywne zabiegi szybko dały świetne efekty - rasa stała się źródłem powstania wielu fortun, "dziedzictwem narodowym" oraz generalnie najpopularniejszą rasą konia pociągowego w Europie. Już w 1891 roku Belga eksportowała ogiery do Rosji, Włoch, Niemiec, Francji i Austro-Węgier. Nieco tylko później zaczęły trafiać także do Ameryki, równocześnie z innymi "pociągusami, szczególnie angielskimi shire'ami i clydesdale'ami. W roku 1903 rząd belgijski wysłał konie na międzynarodową wystawę w Chicago - to był moment bardzo dużego zainteresowania się Amerykanów belgami i szeroko prowadzoną za oceanem dyskusją, która z tych ciężkich raz najbardziej odpowiadałaby potrzebom użytkowników w USA. Początkowo belgi krytykowano za bycie zbyt grubymi oraz za zbyt krótkie nogi i szyje. Jednak szybko zauważono, że zalety zwierząt z wielką nawiązką rekompensują te wady estetyczne. Więc choć najbardziej popularną rasą zimnokrwistą stała się bardziej wszechstronna (bo nadająca się także do jazdy wierzchem) rasa shire, to i konie belgijskie stały się tam bardzo liczne - i tak jest do dziś.

W Europie ten boom hodowlany został dość gwałtownie zakłócony przez wybuch I Wojny Swiatowej. Do tego jednak czasu bardzo duża ilość doskonałej jakości belgów trafiła do Ameryki, gdzie przy europejskim "zastoju" kontynuowano w oparciu o nie hodowlę rasy (import z Belgii ograniczono do minimum). W latach 30-tych XX wieku zapotrzebowanie na konie pociągowe znów mocno wzrosło i rozpoczęła się druga fala importu belgów do USA, jednak zajęcie Belgii przez Niemcy w roku 1940 podczas II Wojny Swiatowej ten proces przerwało. W latach międzywojennych bardzo dużo koni tej rasy trafiło także do Polski w celu zwiększenia masy i siły rodzimych "pociągusków". Po wojnie gwałtowne upowszechnienie się mechanizacji w rolnictwie i transporcie zanegowało w skali ogólnoświatowej potrzebę istnienia dużej liczby koni pociągowych. Ich liczba gwałtownie zaczęła spadać i był to trend utrzymujący się aż do lat 50-tych.



W Polsce koni roboczych po II Wojnie Swiatowej było bardzo mało, za mało do odbudowy pogłowia koni zimnokrwistych. Sprowadzono więc za pośrednictwem UNRRA (Organizacja Narodów Zjednoczonych do Spraw Pomocy i Odbudowy) około 138.000 koni z Ameryki, Wysp Brytyjskich i Skandynawii, w tym - także nieco koni belgijskich, niestety jak się okazało nie mających praktycznie żadnej wartości hodowlanej. Zostały one skierowane głównie na północne tereny kraju. Stworzono kilka ośrodków hodowlanych dla koni zimnokrwistych, ale miały one charakter tymczasowy. Dla ówczesnej władzy priorytetem była mechanizacja, więc rasa belgijska po prostu w naturalny sposób zniknęła z Polski. Ale paradoksalnie powojenne załamanie się hodowli koni stało się z czasem bodźcem napędowym dla niej. Z powodu mechanzacji konie zimnokrwiste w latach 50-tych stały się tanie, niedrogie i niekłopotliwe było też ich utrzymanie. Zaczęto się nimi na powrót interesować. O ile w połowie XX wieku w Stanach Zjednoczonych rejestrowano w księgach poniżej 200 koni rocznie, o tyle w latach 80-tych - juz ponad 4.000 !

Dzisiejsze belgi dzięki wieloletniej ostrej selekcji są dość jednolite w typie, choć konie amerykańskie nieco różnią się od europejskich. Są potężne, bardzo mocno zbudowane (obwód klatki piersiowej przekracza wyraźnie 200 cm, obwód nadpęcia - nawet ponad 30 cm ciężar - przeciętnie 1000 kg, czasem do 1200 kg), średniego wzrostu (162-172 cm). Są najczęściej dereszowate i gniade, także kasztanowate lub kare, czasem siwe. Głowa jest niezbyt duża, lekka, prosta, czasem lekko garbonosa, mało wyrazista, a szyja bardzo muskularna, krótka i prosta. Kłąb jest niski, niewydatny. Klatka piersiowa jest głęboka i szeroka, łopatki - długie i mocne, grzbiet - raczej krótki. Nogi belga są bardzo masywne i raczej krótkie, przyozdobione bardzo obfitymi szczotkami pęcinowymi, o średniej wielkości kopytach. Zad jest wysoki, bardzo masywny, silnie zaokrąglony, rozłupany. Nisko osadzony ogon niegdyś był zwykle krótko przycinany (kurtyzowany), obecnie jednak jest to zakazane (można przycinać włosy w ogonie, nie wolno naruszać rzepa ogonowego). Typ amerykański różni się nieco od europejskiego wyglądem - przede wszystkim jest nieco lżejszy, ma też nieco bardziej "elegancką" głowę i szyję oraz bardziej stromą łopatkę. Pożądanym umaszczeniem jest tam kasztan z białymi odmianami na głowie i z 4 białymi skarpetkami.



W chwili obecnej potentatem hodowlanym stały się Stany Zjednoczone. W Ameryce pogłowie belgów jest większe niż pogłowie wszystkich pozostałych ras zimnokrwistych łącznie. Wiąże się to też z modą na powrót do tradycyjnych, ekologicznych (i bezspalinowych) metod uprawy roli oraz docenieniem walorów płynących z posiadania koni (oszczędność na paliwie, źródło ekologicznego nawozu, możliwośc zysków ze sprzedaży nadwyżek hodowlanych). Niebagatelną rolę ma też urok tych koni, będących uosobieniem siły. Wreszcie w USA istnieje duża grupa "niedzielnych rolników" - osób prowadzących (głównie hobbystycznie, czyli tak, jak my !) małe gospodarstwa rolne, w których belgi wykonują "od święta" pewne prace. Konie są postrzegane jako nie tylko silne, ale też bardzo spokojne i jednocześnie obdarzone temperamentem oraz chętne do pracy, mało kłopotliwe w obejściu i bardzo dobrze przystosowujące się do trudnych warunków. Nic więc dziwnego, że cieszą się wśród takich osób bardzo dużym powodzeniem. Dobry marketing robią rasie udane starty w zawodach horsepullingu. W Polsce natomiast ponownie hodowlę belgów rozpoczął w roku 1997 pan Michał Mateńko z Łęgowa, sprowadzając z Belgii pierwszego ogiera o imieniu Sam des Grandes Forets. Dziś wiele "udokumentowanych" belgów jest w rękach osób prywatnych. Cena ? Od 8 do nawet 20 tysięcy złotych... Ale widok kłusujących grubasków - bezcenny, sami popatrzcie:...

http://www.youtube.com/watch?feature=fvwp&v=HDNgS8jEkTo&NR=1
http://www.youtube.com/watch?v=fh79NfwCJqw&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=CI7qw4Q57e0&feature=related


Zródła:

http://www.koniebelgijskie.pl
http://www.polskie-konie.pl/content/view/2/0/
http://gatunki.cba.pl
http://konie-pkz.dzs.pl/rasy-europejskie/konie-belgijskie/
http://konie-z-zimna-krwia.bloog.pl
http://pl.euroanimal.eu/Ko%C5%84_belgijski