Przeglądając archiwum pewnego forum dyskusyjnego natknąłem się na nieco już "zakurzoną", ale zawsze aktualną
dyskusję na temat tego, jak powinien postąpić właściciel stajni w sytuacji, gdy właściciel stojącego tam konia
pensjonatowego za tenże pensjonat nie płaci, a tematu swoich długów unika, jak tylko może. Są to niestety bardzo
częste przypadki, o czym świadczot choćby taki cytat : "Mam znajomego, od 3 lat trzyma takiej jednej dziewczynie
konia, duży wałach sp. Dwa lata temu zaginęła bez śladu,nie odbierała telefonu, przestała płacić. Znaleźli ją rok
później przez internet. Zapłaciła długi, do konia nawet się nie pofatygowała. Od roku znów milczy. Zmieniła nr
telefonu. Znajomy (...) mówi, że jak dla niegoto najlepiej byłoby konia zapakować w bukmankę, wywieźć w nocy 200km
i wypuścić gdzieś w las. Tylko że jest jeden problem, szkoda mu zwierzaka po prostu ..." Inny, dość głośny przed
laty przypadek, to sprawa klaczy o imieniu Brzoza i jej właścicielki, która znalazła sobie ciekawą metodę utrzymania
swojego konia. Ta pani wstawiała zwierzaka do stajni, podając na dzień dobry ckliwą historyjkę o tym, że ludzie
w poprzednim miejscu byli tak źli, iż musiała w trybie pilnym ratować klacz, zabierając ją stamtąd. Właścicielka
oczywiście okazywała się być notoryczna oszustką, za konia płacić nie miała zamiaru, w nowym miejscu robiła długi,
po czym znikała wraz z koniem, przenosząc się do kolejnej stajni. Zniknięcia miały ciekawe formy: próba wyprowadzenia
konia z pastwiska, z boksu w nocy (z włamaniem do stajni), skoki przez ogrodzenia itp. W jednym przypadku nawet
przyjechała z policją - niestety policjanci orzekli, że właścicielka miała prawo zabrać sobie swoją własność,
a sprawę długów właściciel stajni może sobie co najwyżej rozwiązać na drodze sądowej.
Najczęściej w odpowiedzi słyszy się radę, że taki koń powinien zostać przez właściciela stajni przejęty za długi.
Niestety nie jest to proste także dlatego, że z uwagi na politykę podatkową naszego państwa 99% umów pensjonatowych
było, jest i będzie zawieranych "na gębę", czyli bez formy pisemnej, zawierającej szczegółowe ustalenia między
stronami o tym, z czym się wiąże wypowiedzenie takiej umowy. Oczywiście z prawnego punktu widzenia umowa ustna
jest też ważną umową, wiążącą strony tak samo, jak ta na piśmie, jednak udowodnić przed sądem, że w razie
niepłacenia właściciel ponosi takie, czy inne konsekwencje, w praktyce będzie po prostu niemożliwe. Zwróćcie
też uwagę na słowa "przed sądem" - niestety jest to jedyny sposób przeprowadzenia przejęcia konia za długi.
Nawet, jeśli byłaby umowa na piśmie, w której istniałby zapis o możliwości przeniesienia praw własności w razie
zaległości płatniczych, to taki zapis byłby prawnie nieważny. W kodeksie cywilnym jest bowiem taki zapis:
Art. 846.
§ 1. Utrzymujący zarobkowo hotel lub podobny zakład jest odpowiedzialny za utratę lub uszkodzenie rzeczy
wniesionych przez osobę korzystającą z usług hotelu lub podobnego zakładu, zwaną dalej "gościem", chyba, że szkoda
wynikła z właściwości rzeczy wniesionej lub wskutek siły wyższej albo że powstała wyłącznie z winy poszkodowanego
lub osoby, która mu towarzyszyła, była u niego zatrudniona albo go odwiedzała. (...)
§ 4. Pojazdów mechanicznych i rzeczy w nich pozostawionych oraz żywych zwierząt nie uważa się za rzeczy
wniesione. Utrzymujący zarobkowo hotel lub podobny zakład może za nie odpowiadać jako przechowawca, jeżeli została
zawarta umowa przechowania.
Słowem: zwierzę w pensjonacie (zakładzie podobnym do hotelu) nie jest rzeczą wniesioną, a jedynie daną na
przechowanie i nie może stanowić przedmiotu zastawu. Jako takie może jedynie pozostać w razie długów u właściciela
stajni aż do chwili rozstrzygnięcia sporu, ale nie zaczyna automatycznie stanowić jego własności. Mało tego,
w przypadku próby takiego przejęcia zwierzęcia na własność za długi właściciel konia mógłby złożyć doniesienie
na policji o popełnieniu przestępstwa np. z art. 284 kodeksu karnego, który głosi:
§ 1.Kto przywłaszcza sobie cudzą rzecz ruchomą lub prawo majątkowe, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
§ 2.Kto przywłaszcza sobie powierzoną mu rzecz ruchomą, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 3.W wypadku mniejszej wagi lub przywłaszczenia rzeczy znalezionej, sprawca podlega grzywnie, karze ograniczenia
wolności albo pozbawienia wolności do roku.
To samo zresztą dotyczy prób zabezpieczenia się przez przejęcie siodła itp. wartościowych elementów rzędu
jeździeckiego, które dłużnik na ogół w stajni pozostawia - osoba biorąca je w zastaw nie staje się jego
właścicielem. A wracając do przejęcia samego konia : osobną rzeczą jest, że na ogół właścicielowi stajni kolejny
koń po prostu nie jest potrzebny i nie zależy mu na takim zrekompensowaniu sobie długów klienta. Inna częsta rada
to: "Niech ten koń zarabia na siebie, pracując w rekreacji" - tyle tylko, że znów nie zawsze jest to po myśli
właściciela stajni. Nie każdy koń się do rekreacji nadaje, nie każda stajnia jazdy rekreacyjne prowadzi. Ponadto
znów wraca problem własności konia : póki prawa własności do zwierzęcia nie zostaną sądownie przeniesione na
właściciela stajni, nie może on z takiego konia korzystać według swego widzimisię. Bowiem:
Art. 286. § 1.Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia
własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego
pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.(...)
§ 3.W wypadku mniejszej wagi, sprawca podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do
lat 2.
Zresztą nie daj Boże, by podczas takiego (bezprawnego) wykorzystania konia do rekreacji zwierzę doznało jakiejś
poważnej kontuzj\i, gdyż wówczas:
Art. 288. § 1.Kto cudzą rzecz niszczy, uszkadza lub czyni niezdatną do użytku, podlega karze pozbawienia wolności
od 3 miesięcy do lat 5.
§ 2.W wypadku mniejszej wagi, sprawca podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do
roku.
Masakra, prawda ? Oczywiście to tylko tak groźnie wygląda, sądy wcale nie są chętne do orzekania takich wysokich
wyroków. Zresztą co tu dużo mówić, skoro pozwany niegdyś do sądu właściciel firmy, która naraziła nas na pięciocyfrowe
straty podczas budowy naszego domu, ma się dobrze, to co tu mówić o surowej karze w sprawie zwykle dużo niższego
długu pensjonatowego? [A przy okazji: przestrzegam przed firmą GROM-MAR Marek Gromada z Piekar Sląskich]
Co zatem robić ? Droga sądowa to droga przez mękę - z doświadczenia wiem, że sądom cywilnym chodzi głównie nie
o to, kto jest winien i powinien ponieść karę, ale o to, kto zapłaci koszty sądowe. Z kolei wynajmowanie do
egzekucji długu paru barczystych panów ze śpiewnym, wschodnim akcentem, w gustownych dresach Adidasa, i z
poręcznymi kijaszkami do baseballa w dłoniach, to metoda skuteczna, ale bezprawna, a w dodatku wiążąca się
z ryzykiem, że panowie ci nie zechcą się w przyszłości odczepić nie tylko od dłużnika, ale i od wierzyciela-
zleceniodawcy. Można natomiast zabezpieczyć się na inne sposoby.
Jeśli strony zawierają umowę pisemną, warto określić w nich warunki jej wypowiedzenia. Właściciel stajni powinien
sobie w niej jednocześnie:
a) określić kaucję w wysokości np. kosztu pobytu konia w pensjonacie przez X miesięcy,
b) określić, że opłata pensjonatowa będzie uiszczana z góry, nie później niż każdego 1-go dnia miesiąca
kalendarzowego obowiązywania umowy,
c) nadać sobie w przypadku zaistnienia długów w wysokości równej tej kaucji prawo do natychmiastowego (bez
okresu wypowiedzenia) rozwiązania umowy po upływie tychże X miesięcy. Ten zapis musi zawierać zastrzeżenie, że
po rozwiązaniu umowy nie ponosi on jakiejkolwiek odpowiedzialności za zwierzę, ma prawo pozbyć się go wypuszczając
poza swój teren i jest zwolniony z obowiązku dalszej opieki nad nim. Oczywiście ma to swoje konsekwencje poboczne.
Po pierwsze istnieje umowa pisemna, więc wypadałoby, by właściciel stajni płacił urzędowi skarbowemu podatek od
wpłacanych przez klienta co miesiąc pieniędzy. To oznacza, że cena za pensjonat po prostu będzie wyższa. Dodatkowo
klient musi na dzień dobry "wyskoczyć z kasy" na kaucję. Jeśli np. pensjonat kosztuje 800 zł, a okres wypowiedzenia
to 3 miesiące, będzie to już spora kwota, zniechęcająca potencjalnych przyszłych, uczciwych klientów. Część
właścicieli koni w toku dyskusji zauważała też inne niedogodności, mogące takich kientów odstraszyć - np. zapis
o kaucji jest postrzegany niekorzystnie w hipotetycznej sytuacji, gdy właściciel konia uległby wypadkowi i nie
mógłby przez pracować, a tym samym płacić za pensjonat. Z tym akurat się nie całkiem zgadzam, bo obowiązkiem
właściciela dowolnego zwierzęcia jest dbać o niego - a to oznacza posiadanie środków rezerwowych na jego utrzymanie,
a w razie ich braku - sprzedaż lub oddanie zwierzęcia, a nie robienie długów.
Ponieważ przejęcie za długi mocą samej umowy (bez sądu) i przy braku woli właściciela konia nie jest prawnie możliwe,
ciekawym pomysłem było wprowadzenie do umowy takiego zapisu:
"W przypadku zaistnienia zadłużenia związanego
z nie uiszczaniem opłaty pensjonatowej w kwocie X właściciel konia udziela właścicielowi stajni pełnomocnictwa
do dokonania w jego imieniu i na jego rzecz sprzedaży konia z zastrzeżeniem, że uzyskane w ten sposób środki
w pierwszej kolejności właściciel stajni przeznaczy na pokrycie tego zadłużenia w stosunku do właściciela stajni."
Innymi słowy : wierzyciel sam konia przejąć od dłużnika nie mógłby, ale miały prawo go komuś sprzedać i pieniądze
ze sprzedaży przeznaczyć na pokrycie długów. Niestety de facto nie różniłoby się to niczym od niedozwolonego (jak
już wiemy) przejęcia konia za długi. Podobne do tego (choć nie dotyczące koni) zapisy zostały opisane w Rejestrze
Klauzul Niedozwolonych UOKiK-u i uznane z góry za nieważne w umowach. Wprawdzie nie ma tam klauzul z umów
pensjonatowych, ale można prześledzić klauzule o podobnym brzmieniu z innych umów. Przykładowo:
1) w pozycji 1624 za niedozwolony uznano zapis w umowie z Motor Trade I o przejęciu samochodu w razie nie zapłacenia
przez klienta za usługę serwisową,
2) w pozycji 2172 za niedozwolony uznano zapis w umowie z Techmexem o przejęciu sprzętu oddanego do serwisu i przez
kienta po naprawie nieodebranego,
3) w pozycji 2342 unieważniono zapis w umowie firmy kurierskiej Quriers o możliwości sprzedaży paczki nieodebranej,
a przez nadawcę porzuconej.
Choć postanowienia UOKIK dotyczą innych, niekonikowych przypadków i nie mogą być wprost przykładane do długów
pensjonatowych, to sąd może się posłużyć nimi w sprawie i na 99% uznać podobnie brzmiące klauzule o dowolnym
dysponowaniu koniem lub rzędem jeździeckim za długi też uznać za niedozwolone i tym samym "z urzędu" nieważne.
Tyle od strony formalno-prawnej. Z mojego natomiast punktu widzenia: mamy w Stajni Trot to szczęście, że jesteśmy
"sami swoi", a nasze stadko ma charakter taki bardziej rodzinny. Nie mamy więc bezpośrednio problemów z klientami
zewnętrznymi, którzy mogliby generować długi. Jednak gdybyśmy przyjęli cudze zwierzę w pensjonat, a właściciel
radośnie pozostawiłby jego utrzymywanie na naszej głowie, wówczas:
1) Wezwałbym dwukrotnie na piśmie (zapewne nieskutecznie) właściciela konia do zapłaty, a następnie wypowiedział
umowę zgodnie z zawartymi w niej zapisami dotyczącymi takiego wypowiedzenia,
2) Osobiście złożyłbym natychmiast na policji oficjalne zawiadomienie naruszeniu przez właściciela ustawy o ochronie
zwierząt (art. 5 oraz art. 6 p. 11). Policja może mocą tej ustawy wydać decyzję o odebraniu konia prawowitemu
właścicielowi i - zgodnie z literą prawa - przekazać go do odpowiedniego schroniska dla zwierząt albo pod opiekę
innej osoby lub instytucji. Taka decyzja podlega natychmiastowemu wykonaniu. Wydania takiej decyzji domagałbym się,
gdyż właściciel nie płacąc za paszę dopuszcza się wobec niego oczywistego zaniedbania. Jeśli policja zareaguje, to
w tym momencie zwierzęciem się odpowiednia osoba lub instytucja zajmie i będzie miała umowcowanie "z urzędu" do
dalszego pałowania się z właścicielem koni na drodze formalnej, ja zaś będę miał spokój. Jeśli natomiast decyzja
nie zostanie wydana, wówczas:...
3) Złożyłbym pismo informujące o naruszeniu ustawy u wójta mojej gminy. Wójt ma takie same uprawnienia do podjęcia
decyzji jak wyżej i tej decyzji domagałbym się.
4) W razie braku decyzji zadzwoniłbym i równolegle wysłałbym pisemka informujące o sprawie do TOZ-u, SdZ i powiatowego
lekarza weterynarii. Ponieważ zwierz pozostaje bez opieki, czyli m.in. nie jest karmione, więc zagraża to życiu
zwierzęcia i jest przypadkiem nie cierpiącym zwłoki. Zatem instytucje te moją odebrać właścicielowi konia bez
decyzji wójta, a jedynie zawiadamiając go o tym niezwłocznie. I znów: tego będę się domagał.
5) W przypadku braku reakcji wszystkich ww. osób i instytucji odtransportuję konia pod miejscowy posterunek policji
i pozostawię go tam z kubłem wody i kostką siana, jednocześnie powiadamiając lokalne media o sprawie oraz o tym,
że ww. organa nie wypełniają obowiązku, jaki na nie nakłada ustawa o ochronie zwierząt. Pozostawiając zwierze na
policji zrobiłbym dodatkowo jego dokumentację fotograficzną jako "dupochron". A mając kopie wysłanych pism i
zarejestrowane doniesienie na policji na zakończenie nagłośniłbym sprawę na forach oraz wysłałbym mailem informacje
o nagannym postępowaniu właściciela konia do wszystkich stajni w promieniu 100 km, do jakich dokopałbym się za pomocą
Googla. Może dzięki mediom inni właściciele pobliskich stajni unikną bycia oszukanym ?... Moje straty w najgorszym
przypadku to zaległa opłata pensjonatowa za miesiąc, koszty wysyłki pism, niewielki koszt odtransportowania konia oraz
koszt siana i wiaderka. Gdybym wbrew zdrowemu rozsądkowi utrzymywał za swoje konia pensjonariusza - oszusta, wówczas
pewnie poniósłbym koszty rząd wielkości większe.
Ten sposób oczywiście może spotkać się ze sprzeciwem - przyjmując konia zawarłem przecież umowę z klientem,
zobowiązującą do opieki nad zwierzęciem i zapewnienia mu bezpieczeństwa, a sam fakt niepłacenia nie zdejmuje
jeszcze ze mnie obowiązku opieki. Rzecz jednak w tym, że zobowiązanie do opieki nad cudzym koniem obowiązuje
mnie tylko przez czas trwania umowy, a ta przecież została wypowiedziana. Ponadto to, że zamiast wypuścić konia
do lasu odstawiam go do organów władzy, zabezpieczając doraźnie jego podstawowe potrzeby życiowe, świadczy na
moją korzyść. Oczywiście ryzykuję tym, że wkurzony właściciel konia może mnie oskarżyć np. o uszczerbek na zdrowiu
konia, czy inne pogorszenie jego stanu i kondycji, ale w razie sporu na tym tle to on będzie musiał przed sądem
cywilnym udowodnić swoje racje, ja zaś w takim ewentualnym sporze będę miał dowody na swoją korzyść w postaci
zdjęć konia, pism i ewentualnego policyjnego protokołu przekazania. Jeśli jednostronnie zostanę oskarżony o to,
że zostawiając nieopłaconego konia przed posterunkiem policji naraziłem właściciela konia na stratę, to zgodnie
z art. 6. k.c. ciężar udowodnienia tego faktu będzie spoczywał na osobie, która z faktu tego wywodzi skutki
prawne - czyli na skarżącym mnie właścicielu konia.
To rozwiązanie to takie trochę "wytaczanie armaty na wróbla". Dużo tu pism do "wszystkich świętych" itp., są jednak
one konieczne, żeby chronić się przed oskarżeniami strony przeciwnej. Sprawdzi się ono, jeśli jest umowa pisemna.
Jeśli jest tylko umowa ustna, wiele zależeć będzie od "widzimisię" sędziego, ale i tak jest szansa na to, że uzna on,
iż umowa została wypowiedziana. Taki sposób postępowania oczywiście będzie budził też silne obiekcje - dla wielu osób
będzie to dowód przedmiotowego podejścia do zwierzęcia i nie interesowania się jego dobrem przez kogoś, kto jego
dobro powinien mieć na względzie w pierwszej kolejności. I to mimo, że przecież zwierzę w dobrym stanie, zaopatrzone
w pokarm i wodę zostało przekazane instytucji, której ustawowym obowiązkiem jest poprowadzić sprawę dalej. W toku
dyskusji padło nawet mniej więcej takie stwierdzenie :
" Nie chciałabym spotkać pana nigdy w życiu - chce się panu
robić tyle rzeczy, a nie chce się opiekować koniem do czasu, aż się wyjaśni dlaczego pensjonariusz nie płaci, nie ma
tu mowy o gospodarskim podejściu !" Może i nie ma, ale cudzy, porzucony koń nie stanowi elementu mojego gospodarstwa.
Znamiennym zresztą jest, że autorzy tego typu stwierdzeń zakładają, że opiekowanie się cudzym zwierzęciem mimo braku
opłat jest świętą powinnością oraz że usprawiedliwiają nie płacenie jakimiś okolicznościami życiowymi, które trzeba
najpierw wyjaśnić, ale nie interesuje ich, jak przymusowe wzięcie sobie na utrzymanie kolejnego zwierzęcia na nie
wiadomo ile czasu wpłynie na stan finansów i sytuację życiową właściciela stajni... Takich osób z kolei ja wolałbym
nie spotykać na swej drodze, bo właśnie taką samą filozofię wyznają pensjonatowi oszuści, w swych oszustwach bazując
na tym, że zapewne ktoś (czytaj : frajer) będzie się duchowo poczuwał do owego "gospodarskiego podejścia", którego
zresztą oni sami przecież nie płacąc - nie wykazują. Oponentom chętnie zaserwuję tu taki oto, znany cytat z Andrzeja
Sapkowskiego:
" Moją ogromną przywarą jest niepohamowana dobroć. Ja po prostu muszę czynić dobro. Jestem jednak
rozsądnym krasnoludem i wiem, że wszystkim wyświadczyć dobra nie zdołam, Gdybym próbował być dobry dla wszystkich,
dla całego świata i wszystkich zamieszkujących go istot, byłaby to kropelka pitnej wody w słonym morzu, innymi słowy:
stracony wysiłek. Postanowiłem zatem czynić dobro konkretne, takie, które nie idzie na marne. Jestem dobry dla siebie
i dla mego bezpośredniego otoczenia." Moim obowiązkiem jest dbać przede wszystkim o te zwierzęta, które pozostają
pod moją opieką z mojej woli (kupione, przygarnięte) lub z mocy uzgodnień zawartych z ich prawowitymi właścicielami.
Zwierzę nie pozostające pod moją opieką (a takim będzie nie pozostającym jest nie opłacany koń, właścicielowi którego
wypowiedziałem umowę) niestety przestaje się zaliczać do mego najbliższego otoczenia. A i o dobro zwierzęcia można
dbać nie tylko osobiście karmiąc je i pojąc ale też np. sprawiając, by zrobiły to instytucje, które taki obowiązek
w określonych przypadkach mają, nieprawdaż ?...
P.S. W trakcie pisania tego tekstu życie dopisało do niego małe conieco: 9 maja do stadniny w Milejewie przybłąkały
się 2 konie, porzucone przez właściciela. W regionie nie zgłaszano ostatnio żadnej kradzieży koni, nikt w promieniu 20
kilometrów nie przyznaje się do zwierząt...
Zródła:
http://qnwortal.com/forum,temat,9205
http://www.uokik.gov.pl/rejestr_klauzul_niedozwolonych2.php
http://milejewo.wm.pl/103715,Przyblakaly-sie-kuc-i-klacz-Szukamy-wlasciciela.html
http://www.swiatkoni.pl/forum/topic/5394-prosze-o-pomoc-ukradziono-klacz/
http://gazetylokalne.pl/a/myslakow-piekna-arabka-wykradziona-ze-stajni