Siano czy sianokiszonka ?




czyli: rozważania akademickie o sprawie bardzo praktycznej

30.08.2011


Na stronie Lubuskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Kalsku znajduje się ciekawy artykuł z bodajże 2002 roku, zaczynający się od słów:

"(...) Od wielu lat w Europie i na świecie produkuje się sianokiszonkę z podwiędniętej zielonki w belach owiniętych specjalną folią. Jest to technologia bardzo efektywna, dzięki której uzyskuje się najwyższej jakości paszę przy zminimalizowaniu kosztów produkcji.

We współczesnym rolnictwie opłacalność hodowli zwierząt w znacznym stopniu uzależniona jest od jakości pasz przeznaczonych do żywienia jesienią, zimą i wiosną. Doświadczenia wielu hodowców wskazują, że istotnym czynnikiem uzyskania pasz wysokiej jakości jest sposób konserwacji zielonek. Dąży się do zachowania maksymalnej zawartości składników pokarmowych, minimalizacji strat powstających w wyniku psucia się kiszonki oraz pełnej mechanizacji tego procesu.

W Polsce nadal jeszcze dominującym sposobem użytkowania runi łąkowej jest jej koszenie na siano. Ponad 70% masy plonu z łąk i pastwisk zbiera się w postaci siana i zielonek, a z tego tylko ok. 7% zakisza się. (...) Ta niekorzystna struktura konserwacji pasz wynika ze znacznego rozdrobnienia gospodarstw, z braku środków technicznych do produkcji kiszonek, a często też i z nieodpowiedniej wiedzy na temat konserwacji zielonek z traw łąkowych."


Tak się złożyło, że akurat kilka dni wcześniej dyskutowaliśmy dokładnie w tym samym duchu z sąsiadem, z którym współpracujemy m.in. w sprawach związanych z sianem. Nie po raz pierwszy zresztą zastanawialiśmy się, czy nasze tradycyjne siaokosy to aby nie przeżytek. Wiadomo: w stajniach w Niemczech, czy Anglii sianokiszonkę podaje się tak, jak u nas siano, wszystkim grupom wiekowym i rasom - więc dlaczego nie robić tak i w naszych warunkach ? Oczywiście zebranie suchego siana w deszczowej Anglii graniczy z cudem, stąd popularność łatwiej pozyskiwalnej sianokiszonki. Pamiętajmy także, że tamtejsze konie to w bardzo znaczącej mierze zwierzęta sportowe, którym potrzebna jest pasza wysokoenergetyczna i dobrze zbilansowana, jeśli chce się mieć konia w bardzo dobrej, sportowej kondycji. Taką paszą objętościową jest właśnie sianokiszonka - nie przeciąża układu pokarmowego, więc nie prowadzi do spadku kondycji konia. U nas sytuacja jest jednak inna - zazwyczaj mamy do czynienia z końmi rekreacyjnymi i "małego" sportu, a i zebrać siano w naszym nieco suchszym klimacie jest stosunkowo łatwo. Stale powszechny i w sumie słuszny w Polsce jest więc pogląd, że żywienie koni powinno być proste i w zasadzie sprowadzać się do trawy, dobrego siana i owsa - oczywiście w ilościach dostosowanych do rasy, wieku i pracy każdego zwierzęcia. Jednak od dłuższego już czasu zmniejsza sie ilość dostępnych łąk i pastwisk. Rosnące koszty ich utrzymania powodują, że rolnicy powszechnie odchodzą od zabiegów zapewniających ich dobrą jakość, takich, jak melioracja, nawożenie, czy wałowanie, że o drogim dosiewaniu gatunków szybko wyradzających się nie wspomnę. Współczesne siano zawiera więc zwykle to, co akurat w danym regionie rośnie. Coraz więcej łąk pozostawionych jest samym sobie, co przekłada się na spadek wartości odżywczej trawy i siana. Często w trawach z zaniedbanych łąk występuje niedobór fosforu, selenu, miedzi, czy cynku. Rośnie za to liczba szkodliwych chwastów oraz takich roślin, które choć pożądane, zjedzone w nadmiarze tez mogą zaszkodzić (np. duże ilości koniczyny białoróżowej niepotrzebnie podnoszą poziom enzymów wątrobowych, a koniczyny białej powodują uczulenie na światło i rozwój zmian skórnych. Prócz spadku jakości jest też aspekt organizacyjny: rolnicy coraz częściej zbierają siano w formie dużych, okrągłych balotów lub potężnych kostek, które z uwagi na wagę sięgającą od 150 do nawet 600 kg dla posiadacza małej stajenki na 3-4 konie są kłopotliwe w transporcie, składowaniu i późniejszym używaniu. Przestaje więc po prostu być możliwe dla takich osób kupowanie siana od okolicznych rolników. A jeśli już nie ma innego wyjścia i takie baloty kupowac trzeba, to wydawałoby się sensowniejszym kupowanie w takiej formie wartościowszej sianokiszonki... Ale ta sprawa nie jest wcale taka prosta. W kwestii stosowania sianokiszonki ważne są bowiem trzy aspekty: żywieniowy, zdrowotny i organizacyjny: trzeba zastanowić się, czy zasadne jest karmienie koni wyłącznie sianokiszonką, jakie są jej wady i zalety oraz z czym wiąże się dla posiadacza przydomowej stajni przejście na taką paszę.



Zacznijmy od podstawowej sprawy - od tego, czym różni się kiszonka od sianokiszonki, bowiem różnica jest istotna. Kiszonki to pasze z roślin (np. zielonek) poddane naturalnej konserwacji w procesie fermentacji. Aby nastąpiła ta fermentacja, kiszoną substancję roślinną trzeba jak najdokładniej odseparować od powietrza. Robi się to przez ugniecenie na pryzmie lub zamknięcie w silosie. Kiszonki robi się z różnych produktów roślinnych (trawy, warzyw, ziaren), niekiedy zakiszając materiał roślinny już w kilka godzin od jego zbioru. Tyle o kiszonkach - sianokiszonka jest natomiast szczególnym przypadkiem kiszonki, robionej ze ściętej i wstępnie podsuszonej (40-60% suchej masy) trawy. Wstępne podsuszenie trwa 1 - 1,5 dnia i jest bardzo ważne - znany lekarz weterynarii, dr Maciej Przewoźny twierdzi, że "ilość suchej masy w sianokiszonce większa niż 25% sprzyja fermentacji rozpuszczalnych w wodzie węglowodanów, co powoduje redukcję pH do wartości w przedziale 4,2-4,6, które hamują wzrost patogennych drobnoustrojów." Zwłaszcza sianokiszonka robiona dla koni powinna być mocniej podsuszona przed owinięciem, niż ta dla bydła. Następnie trawę zamiast wkładania do silosu owija się folią izolującą materiał roślinny od powietrza. Czasem dodaje się też na tym etapie dodatki kiszonkarskie (np. bakterie kwasu mlekowego).

ZALETY: Dobra sianokiszonka jest bardzo wartościową paszą, pod względem białkowym i energetycznym warta nawet nieco więcej, niż dobre siano z pierwszego pokosu. Ma też w stosunku do siana więcej witamin (co jednak nie znaczy, że ma ich dużo, gdyż trawy generalnie zawierają ich nie za wiele, dlatego zazwyczaj podajemy koniom rozmaite dodatki witaminowe). Szczególnie ważne jest zachowanie w sianokiszonce witamin A i E - w sianie podczas długiego suszenia ciepło i promieniowanie UV niszczy te związki (nawet do 80%), natomiast kiszenie je "oszczędza" (straty jedynie do 30%). Dodatkowo powstający przy kiszeniu kwas mlekowy oraz zabezpieczająca przed słońcem i tlenem folia powodują dalsze zachowanie witamin. Jest to szczególnie ważne dla zwierząt młodych, pracujących oraz matek po porodzie. O tym, jak korzystne może być karmienie sianokiszonką niech świadczą dane z LODR w Lubniewicach: skarmiając 100 kg trawy pastwiskowej można było uzyskać 33 litry mleka, ze 100 kg sianokiszonki - 29 litrów, z dobrego siana łąkowego - 19 litrów, a z siana gorszego (potrawu lub siana suszonego po deszczu) - tylko 8 litrów. Coraz więcej osób podaje więc sianokiszonkę także swoim koniom wychodząc ze w sumie słusznego założenia, że jest ona bardziej wartościowa od siana. Jest też aromatyczna i przez to zwykle chętnie jedzona przez konie - to bardzo ważne, bo nic przecież po paszy, której zwierzę nie będzie miało ochoty zjeść.

Każdy koniarz wie, że siano zwykle jest zapylone - zwłaszcza teraz, gdy nie przewraca się go i nie zbiera ręcznie, lecz maszynowo. Trawa jest bardzo krótko cięta, a powstające z niej wielokrotnie przewracane na ziemi siano zawiera dużo więcej pyłów, niż jest w krócej suszonej, a więc nie tak często przewracanej trawie na sianokiszonkę. Kiszenia zaś powoduje zmniejszenie ilości chorobotwórczych grzybów. Sianokiszonka jest więc dobrą paszą dla koni z alergiami, czty chorobami układu oddechowego w rodzaju COPD. W przypadki zdrowich zwierząt jej stosowanie może mieć znaczenie profilaktyczne.



WADY: W niektórych stadninach (w Rzecznej, Michałowie) zdarzały się wypadki seryjnych padnięć koni, karmionych właśnie sianokiszonką. Sianokiszonka bowiem może być dobrą paszą dla koni, jednak tylko wtedy, gdy proces jej produkcji odbywa się bardzo starannie, a skarmianie następuje "zgodnie z zasadami sztuki". To, co można podać krowom, niekoniecznie będzie nadawało się dla koni - stąd powinien być większy rygor podczas produkcji. Trzeba pamiętać, że kiszonki nie są bowiem typową paszą dla koni. Spotkać się można np. z takimi uwagami: "(...) Sygnalizowano powstawanie szczawianów wchodzących w skład kamieni nerkowych prowadzących do kryzysu moczowego u koni. U koni, w przeciwieństwie do przeżuwaczy, szczawiany ulegają stosunkowo późno rozkładowi, dlatego też kwaśny szczawian potasu, zawarty w roślinach pastewnych, działa odwapniająco. W związku z tym kiszonki, nawet udane, zbliżone składem do materiału wyjściowego, mimo wielu walorów nie powinno byc skarmiane klaczami źrebnymi oraz zrebiętami i intensywnie rozwijajacą sie młodzeżą." (cyt. - prof. Ewald Sasimowski).

Sianokiszonka jest dobrą paszą dla koni przy zachowaniu odpowiednich środków ostrożności. Do karmienia nie nadaje się sianokiszonka zepsuta, spleśniała, zamarznięta. Otwarty balot trzeba skarmić jak najszybciej, gdyż po otwarciu dostęp powietrza powoduje dość szybkie psucie się paszy (powyżej 2-3 dni po otwarciu nie powinna być już podawana). Nieświeża sianokiszonka może powodować kolki. O ile bowiem krowa trawi celulozę w 4-komorowym żołądku, to koń trawi ją w jelicie ślepym, gdzie procesy wchłaniania nie są zbyt efektywne. Dlatego krowie można podać pasze gorszą, koniowi zaś - tylko taką o najwyższej jakości i najlepszej strawności. Podanie złej, ciężkostrawnej paszy powoduje też uwalnianie się w układzie pokarmowym gazów - krowa potrafi się go pozbyć, koń z uwagi na specyficzną budowę żołądka i przełyku - nie. Uważa się też, że u klaczy ciężarnych zła sianokiszonka może także powodować poronienia. Ważna jest tu też uwaga zawarta w jednym z artykułów z "Farmera" (farmer.pl): "Całkowita rezygnacja z żywienia sianem jest błędem. Jego udział w dawce żywieniowej wpływa korzystnie na procesy fermentacyjne i odczyn treści pokarmowej. Zapobiega również chorobom metabolicznym zwierząt." Dlatego choć na Zachodzie podstawową paszą objętościową jest sianokiszonka, w polskich warunkach rozsądniejsze wydaje się być codzienne karmienie naprzemiennie i sianem, i sianokiszonką. Taki sposób bywa w stajniach z powodzeniem praktykowany; dodatkowo sianokiszonkowa dietę profilaktycznie uzupełnia się dodawaniem dodatków mineralnych, a przede wszystkim kredy pastewnej. Sianokiszonka obniża bowiem odczyn pH w przewodzie pokarmowym, co może źle wpływac na florę bakteryjną, a więc na trawienie, a nadmierne obniżenie pH to ryzyko owrzodzeń przewodu pokarmowego, a nawet powstania kamieni jelitowych.

No dobrze, tylko że problemy z jakością zaczynają się już na wstępnym etapie produkcji. Wspomniany dr Przewoźny zauważa, że ważne jest prawidłowe określenie stopnia podsuszenia - materiał musi być suchy, ale nie za suchy, gdyż "pojawia się wtedy ryzyko wystąpienia wtórnej fermentacji (...) Łatwo rozpoznać, iż doszło do takich patologicznych procesów ze względu na roznoszący się wówczas fetor. Wtórna fermentacja jest przyczyną wzrostu pH (nawet do 8,5) i rozwoju groźnych bakterii z rodzaju Clostridium. Ryzyko ich powstawania zachodzi także w przypadku uszkodzenia opakowania." To ostatnie zdanie jest bardzo ważne - nawet drobne uszkodzenie folii może zapoczątkować proces gnicia ! Balot sianokiszonki zrobiony zgodnie z zasadami sztuki powinien być owinięty czterema warstwami folii o grubości 0,25 mm lub sześcioma warstwami folii o grubości 0,15 mm. Czas wniknięcia tlenu do beli z sianokiszonką owiniętej 4 warstwami jest bowiem aż pięciokrotnie dłuższy od czasu wniknięcia do owiniętej tylko dwukrotnie. Osobiście jednak nie znam ani jednego przykładu polskiego rolnika, który by się stosował do tego zalecenia. Wiadomo, folia kosztuje. Ale zbyt mało folii zwiększa prawdopodobieństwo np. powstania dziur na etapie owijania, transportu, a nawet samego magazynowania (wystarczy np. przegryzienie folii przez mysz). Problem jest do tego stopnia istotny, że niemieccy producenci folii kilka lat temu wydali coś w rodzaju apelu do "oszczędnych" rolników, bowiem nie stosowanie się do tej zasady spowodowało powstanie fałszywej opinii o rzekomo niskiej jakości folii produkowanych za naszą zachodnią granicą.



SPRAWY ORGANIZACYJNE:

Kłopotliwe jest podawanie sianokiszonki przy 3-4 koniach - nie zdążą szybko zjeść otwartego balotu. W dużych stajniach, sytuacja jest oczywiście całkiem inna - pysków chętnych do jedzenia jest dużo więcej. Jeśli taka stajnia ma przy tym własne łąki i dysponuje odpowiednimi maszynami, może sama produkować i transportować paszę. Wówczas są duże oszczędności czasowe i finansowe - nie trzeba wielu osób do układania małych kostek siana. Zresztą owijać można także zwykłe siano, więc jest korzystna alternatywa: przy słonecznej pogodzie można produkowac siano, przy gorszej - sianokiszonkę. Ta niezależność od aury to bardzo cenna zaleta - szkoda tylko, że z uwagi na koszt maszyn nie do zastosowania w małych gospodarstwach.

Jeśli robimy sianokiszonkę sami lub mamy sprawdzonego rolnika-dostawcę dużych balotów, to co zrobić w wypadku wyjazdu np. na dłuższe, kilkudniowe zawody, na które zwyczajowo zabiera się własną paszę ? Wielkiego balotu się nie zabierze, a i jeg "kawałka" też nie zawsze się da, bo otwarty szybko się zepsuje. I co wtedy ? Przestawiać co chwila konia z siana na sianokiszonkę i vice versa ?

Jak widać prawidłowe zrobienie i stosowanie sianokiszonki stricte dla koni wymaga umiejętności i staranności. Dla niektórych osób alternatywą paszy "od chłopa" są więc sianokiszonki gotowe, sprzedawane w niewielkich opakowaniach. Są zwykle na etapie produkcji badane, więc ryzyko powstania substancji szkodliwych dla konia jest znikome. Niestety cena takich pasz jest makabrycznie wysoka. Nasze konie jedzą po 1 kostce siana dziennie, "zjadają" więc tym samym każdorazowo 4 złote. Sianokiszonkowy "gotowiec" znanej marki Dodson&Horrell (worek o wadze 24 kg) kosztuje 64 złote (plus zapewne koszt wysyłki), co przy podawaniu tylko 5 kg dziennie daje 13 złotych - to ponad 3 razy drożej ! Z ekonomicznego punktu widzenia to po prostu mija się z celem...



Niestety w kontekście stajenki przydomowej wszystkie powyższe uwagi należy zaliczyć do wad sianokiszonki... A prócz nich pamiętajmy też o konieczności dużych inwestycji w maszyny do zbioru i transportu (z łąki do gospodarstwa oraz później z miejsca składowania do stajni). Problemem dla małych stajni będzie także konieczność posiadania odpowiednio dużego placu do przechowywania balotów. Uniezależnienie się od pogody podczas zbiorów i na czas przechowywania rekompensuje posiadaczom małych stajni kosztowniejszą technologię produkcji tylko w niewielkim stopniu...

PODSUMOWANIE:

Jak widać: po pierwsze - sianokiszonkę trzeba umiejętnie zrobić, po drugie - odpowiednio skarmiać. Po trzecie - choć substancje pokarmowe sianokiszonki są lepiej strawne (włókno, białko), a pasza ta zawiera więcej białka i witamin niż siano, jej stosowanie ma istotne wady, z których największą jest możliwość łatwego zrobienia z niej paszy szkodliwej. Na razie więc chyba pozostaniemy przy sianie. Technologia produkcji siana jest prostsza, mniej jest możliwości popełnienia błędów potencjalnie groźnych w skutkach. Nie ma problemu z transportem i składowaniem wielkich balotów. Nie trzeba się martwić o pleśnienie. No i wreszcie: siano jest pobierane w większych ilościach, stopniowo i przez długi czas - to nawiązanie do naturalnego sposobu pobierania pokarmu przez konia. Być może przy dalszym zanikaniu terenów rolniczych na rzecz zabudowy kiedyś będziemy wszyscy zmuszeni karmić konie wyłącznie kupnymi paszami, sianokiszonką i kto wie, czym jeszcze - póki co jednak takiej potrzeby nie ma.

P.S. Jak informował jeden z portali jeździeckich, w kwietniu 2012 roku w Farm Willows Whistlin (USA) z powodu zatrucia jadem kiełbasianym zachorowało ok. 70 koni, z czego 23 padły lub musiały zostać uśpione. Konie były tam karmione sianokiszonką. W procesie jej zbioru popełniono błąd - do balotów dostała się zwierzęca padlina (co nie powinno dziwić, na łąkach jest pełno żab, myszy...). A że folia, którą są owijane baloty, ma za zadanie silnie ograniczać dostęp tlenu do wstępnie podsuszonej zielonki, więc zapanowały tam warunki idealne do rozwoju bakterii beztlenowej clostridium botulinum, czyli laseczek jadu kiełbasianego właśnie. Jad spowodował u zwierząt blokowanie impulsów nerwowych, prowadząc do osłabienia mięśni i paraliżu, niezdolności do przełykania pokarmu oraz hiperwentylacji skutkującej zatrzymaniem oddechu.

Jedyną forma profilaktyki jest szczepienie koni przeciwko clostridium botulinum, co w przypadku karmienia sianokiszonką jest w USA zalecane. Jest to jednak dodatkowy koszt dla właścicieli zwierząt...





Zródła:

http://www.portalhodowcy.pl/hodowca-bydla/95-numer-42009/790-folia-w-technologiach-produkcji-sianokiszonki
http://www.lodr.pl/index2.php?option=com_content&do_pdf=1&id=538
http://www.lodr.pl/technologia-rolnictw ... 50419.html
http://www.lodr.pl/technologia-rolnictwo/roslinna/kiszonka---sianokiszonka-20050419.html
http://www.stefanidis.pl/sianokiszona
http://www.swiatkoni.pl/news/5742,sianokiszonka-w-karmieniu-koni.html