Od dawna bardzo "trendy" w światku jeździeckim jest kupowanie owijek, derek itp. sprzętu mającego możliwość wytwarzania stałego pola
magnetycznego. Łatwo trafić na forach na wypowiedzi typu: "Używałam ochraniacze roznych firm i zecydowanie polecam firmę X - raz,
że przystępna cena, naprawdę solidne i przemyślane zapiecia itp. I do tego połączenie z wełną-również dzialanie terapeutyczne, super
nawet dla koni o wrazliwej skórze." Ktoś inny pisze: "2 lata temu kobyła uległa cięeżkiej kontuzji (odpryskowe złamanie stawu
pęcinowego zadniej nogi), która skończyła się 2 operacjami. Oprócz kwasów dostawowo i środków doustnych od samego początku kobyła na noc
stoi w magnetikach. I teraz najważniejsze: normalnie pracujemy ujeżdżeniowo (z lotnymi zmianami ale bez bardzo wysokiego ustawienia),
opoje - brak, opuchlizna - brak, sztywność - brak". No i super, tylko skąd wiadomo, że jest to efekt działania ochraniaczy, a nie
dobrze przeprowadzinych operacji i zastrzyków dostawowych ?... Czy pole magnetyczne faktycznie ma taki zbawienny wpływ, tak wielkie
właściwości lecznicze ? Cóż, podchodzę do sprawy nadzwyczaj sceptycznie. Gdyby tak było, i konie, i ludzie - słowem: wszyscy chodziliby
obwieszeni magnesami, tryskając zdrowiem. Czemu więc tego nie robimy ? Oto jest pytanie...
Gdy byłem bardzo młody i bardzo piękny (czytaj: jakieś 30 lat temu), na obowiązkowych wówczas (nie wiem, jak teraz) w liceum lekcjach
przysposobienia obronnego, prowadzący je nauczyciel, ś.p. profesor Robert Żabówka ucząc nas elementów wojskowości, z rozbrajającą
szczerościa i właściwym sobie poczuciem humoru głosił, że "w razie ataku atomowego należy położyć się na ziemi, nakryć prześcieradłem
i czołgać w stronę najbliższego cmentarza". Lecz przechodząc do omawiania poszczególnych czynników niszczycielskich, towarzyszących
wybuchowi mówił też, że o ile fala uderzeniowa, fala termiczna oraz skażenie promieniotwórcze zabijają, o tyle powstająca przy tym
przepotężna fala elektromagnetyczna owszem, niszczy urządzenia elektryczne i elektroniczne, ale na organizmy żywe pozostaje w zasadzie
bez jakiegokolwiek bezpośredniego wpływu. Profesor oprócz zajęć PO prowadził też lekcje biologii, więc na organizmach żywych się znał
i wiedział, co mówi... Jak więc to jest, że tak silny impuls magnetyczny nie ma żadnego wpływu na ludzi i zwierzęta, a ochraniacze
magnetyczne mają miec rolę zbawczą ?... Obawiam się, że jedyny faktyczny wpływ takich ochraniaczy na organizm dotyczy organizmu
właściciela konia i polega na nagłym spadku poziomu pieniędzy w portfelu tegoż.
Ten tekst będzie zdecydowanie krytyczny, podobnie jak niegdysiejszy, traktujący o rzekomo wyjątkowej, niemal cudownie magicznej mocy
soku z noni. No ale jak może być inaczej, skoro magnetoterapia to takie
samo zjawisko, jak np. homeopatia ? I jedno, i drugie zalicza się do medycyny niekonwencjonalnej, czyli metod leczenia wcale lub prawie
wcale nie akceptowanych przez medycynę opartą na badaniach naukowych, w opinii lekarzy - bezwartościowych lub mających co najwyżej rolę
placebo albo innego rodzaju autosugestii (a to "z definicji" nie ma przecież zastosowania w weterynarii). Magnetoterapia w założeniu
wykorzystuje statyczne pole magnetyczne lub pola zmienne o skrajnie niskiej częstotliwości (od kilku do kilkudziesięciu razy na sekundę).
Ma to dawać efekty: przeciwbólowy, rozluźniający, przeciwobrzękowy, regeneracyjny i gojący; ma poprawiać ukrwienie i przeprowadzać
detoksykację organizmu. Jeden z producentów pisze wręcz na swojej stronie, że testy kliniczne i badania naukowe potwierdzają, że jego
produkt
"stwarza realne szanse na powrót do zdrowia z wielu chorób, wobec których medycyna klasyczna jest bezradna." Oczywiście łże
w żywe oczy, ale na niejednego czytającego podziała pseudonaukowy opis mówiący, że pole magnetyczne
"działa na poziomie molekularnym
i komórkowym, uzupełnia niedobory energetyczne, usprawnia działanie komórek, tkanek, narządów". Tego typu wynalazki propagują też
w rozmaitych artykulikach quasi-fachowców serwisy takie, jak Allegro. No, ale wiadomo, że Allegro z każdej sprzedaży czerpie zysk
i że w jego interesie jest zachęcanie do kupowania wszystkiego, nieważne czy z sensem, czy bez...
Tak rozumiana magnetoterapia jest mocno propagowana nie tylko przez producentów sprzętu i handlowców, ale też przez osoby z zamiłowania
zajmujące się "medycyną alternatywną" itp. cudami. Jednakże wszystkie (!) dotychczas przeprowadzone badania naukowe nie wykazały jej
faktycznej skuteczności, nawet niewielkiej. Magnetoterapia nie łagodzi bólu, nie jest też przydatna w chorobach zwyrodnieniowych, czy
stanach zapalnych stawów. Nie istnieją też dowody na skuteczność magnetoterapii w leczeniu nowotworów. To wszystko potwierdzają raporty
i oświadczenia wielu organizacji krajowych i międzynarodowych, do których linki można znaleźć na ich stronach, czy choćby na Wikipedii.
A teksty publikowane przez producentów urządzeń magnetycznych o rzekomej skuteczności ? Wystarczy krótka chwila zastanowienia, żeby
dostrzec, że coś tu chyba jest nie tak. Przykład z jednego z tekstów: skoro magnetoterapia
"pobudza naturalną regenerację uszkodzonej
części ciała i uaktywnia szereg systemów obronnych organizmu (m.in. immunologiczny)", to oczywiste powinno być, że taka aktywacja
i regeneracja musi się odbyć w wyniku przekazania organizmowi jakiejś energii, no bo cudów nie ma, coś za coś. Tyle tylko, że dwa
zdania wcześniej w tymże tekście czytamy:
"pole to przenika przez organizm niemal bez strat, czyli nie zmienia swojej wartości".
Bez strat - czyli z tą samą energią, którą miało na początku. Nic z tej energii nie zostało przekazane do żywych tkanek, a pojawiły
się istotne efekty lecznicze. Znaczy się cud: uleczenie z niczego ? Żadne tam uleczenie... Dobrze tylko przy tym, że faktycznie to pole
nie ma praktycznie żadnego oddziaływania na organizm, więc można konia obkładac magnesami ile się chce, bez szkody dla organizmu. No,
może jednak nie do końca bezszkodowo... Jak obłożymy naszego konia zbyt dużą ilością magnesów, to padnei pod ich ciężarem. No i takie
obkładanie potrafi spowodować silne wychudzenie... konta bankowego. Tak, jak ludziom starszym wciska się za ogromne pieniądze
quasi-medyczne urządzenia do magnetoterapii o rzekomo zbawiennej mocy, tak samo koniarzom wciska się rozmaite "magnetyczne kity" za
pieniądze równie ciężkie.
"Zamówiłam Equine Magnetic Therapy, a mój porfel zawył z bólu" - pisze jedna z osób; to chyba mówi
samo za siebie.
No ale "Każda liszka swój ogonek chwali" - mówi przysłowie, węc wcale nie dziwi, że ktoś, kto kupił konikowy gadżet z magnesami, będzie
starał się udowodnić przed światem i przed samym sobą, że nie wyrzucił kasy w błoto. Tyle tylko, że te tłumaczenia czasem przybierają
nieco kuriozalną postać:
"Też założyłam od razu na całą noc, aż takie silne to pole nie jest, żeby zrobić krzywdę, a na tyle efektywne,
że opoje schodzą czy nie pojawiają się po nocy" - pisze pewna amazonka i nieważne jest, że opoje pojawiają się najczęściej albo u koni
mocno przeciążonych pracą, albo u koni chodzących rzadko, nieregularnie, przetrzymywanych w boksach, a karmionych przy tym zbyt dużą
ilością paszy treściwej. No, ale zamiast zaspokoić potrzeby ruchowe konia odpowiednie do jego potrzeb i możliwości, zamiast zastanowić
się nad jego dietą, czy wreszcie: zamiast skonsultować się z weterynarzem i podjąć leczenie, o wiele łatwiej jest wjąć kilka banknotów
z portfela i mieć uspokojone własne sumienie... A teraz jeszcze bardziej "ciekawe" uzasadnienia:
"Używam przed startem i na codzien
po treningu back on track. Efekt taki zauważyliśmy ostatnio na zawodach, że konie były rozluźnione." Zaś skoro o rozluźnieniu mowa -
kolejny rozbrajający cytat: "Stosował ktoś z was naczółek/podkładkę pod pasek potyliczny magentyczny ? Faktycznie koi nerwy ?"
Ech, nie wiem, jak taki naczółek działa u konia, ale jeśli działa, to może my, ludzie, też powinniśmy takie cudo nosić ? I furda nerwy
i stresy ! Szef opierdzielił ? Samochód nawalił ? Żona znowu nie daje iść z kumplami na piwo ? Nie przejmuj się, załóż naczółek i świat
znowu nabierze kolorów ! Doprawdy sama myśl o tym, że ktos na poważnie może zadawać pytanie o to, czy magnes koi nerwy, bardzo skutecznie
poprawiła mi dzis humor. Zatem - tak, jest jednak pozytywny efekt tej metody !
Jeśli rezultatów "namagnesowania konia" nie ma, lub są one niezadowalające, wygodnym tłumaczeniem staje się asekurancko-dupochronna
teza producentów: po 10 godzinach pole magnetyczne już ponoć na organizm nie działa, gdyż - i tu dosłowne tłumaczenie -
"Ciało [konia]
ma niesamowite możliwości adaptowania się do warunków ekstremalnych. Podobnie jak aklimatyzacja do ciepła lub zimna, ciało zaczyna być
odporne na działanie magnesów, jeśli [ochraniacze] są założone na zbyt długi czas. Efekty działania są odczuwalne w ciągu kilku
pierwszych godzin, ale po pewnym czasie ciało 'przestawia się' i magnesy dają mały efekt. Rekomendujemy, by naszych produktów używać
przez 1 do 4 godzin." No ok, ale... co jaki czas ? Przez ile dni ? Po jakim czasie organizm 'przestawi się' z powrotem do stanu,
w którym magnesy będą ponownie dawać efekt (rzekomo) leczniczy ? Kolejne pytanie bez odpowiedzi...
Niektórzy oszukani zaczynają z czasem "przeglądac na oczy" (niestety często post factum), choć nie do końca.
"Jestem po eksperymentach
z kentaurami i premiere equine. Kup od razu torpole - wyjdzie taniej." Pojawiają się w niektórych głowach wątpliwości i pytania:
"Jakieś kilka dni temu miałam okazję pomacać właśnie te ochraniacze i to co mnie strasznie zdziwiło to rozmiary tych magnesów (raczej
magnesików), one są wielkości no dosłownie dwugroszówki, takie malutkie i okrągłe jak bateria od zegarka na rękę. (...) Takie coś
w zasadzie mikro rozmiarów ma przynosić takie rezultaty ?... No nie wiem...", "Czy ktoś z was wie którą stroną magnesy są ustawione
w stronę końskiego ciała ? Biegunem N, czy S ?"... Ano właśnie, czy biegunowość ma znaczenie ? Co się stanie jeśli założymy koniowi
derkę z magnesami "na lewą stronę" ? Czy zamiast się koniowi polepszyć, pogorszy się ? Jakie tak w ogóle natężenie pola magnetycznego
daje taka derka ? Tego żaden producent nie podaje, czy więc jest to rzecz obojętna ? Czy długość zabiegu nie powinna zależeć od przenikalności
ośrodka, w którym to pole się rozchodzi, czyli od przenikalności ciała konia, która jest zapewne różna u różnych zwierząt, choćby z uwagi
na różnicę masy zwierzęcia zimno- i gorącokrwistego ? Jedni producenci stosują zwykłe magnesy trwałe, inni - bardzo silne neodymowe. Czemu
nigdzie nie opisuje się liczbami różnic między oboma rodzajami ? Są też i takie głosy:
"Założyłam magnetiki przy stanie zapalnym
mięśnia międzykostnego na noc i rano pojawiła się opuchlizna. Wytrzymałam 3 dni z magnetikami, ale po zaprzestaniu zakładania na drugi
dzień opuchlizna zniknęła, tak więc trochę to dziwne..." A i owszem ! Jeśli charakter urazu jest tego typu, że wskazane jest chłodzenie
danego miejsca, a waściciel na to miejsce zakłada koniowi kumulujący ciepło ochraniacz (wszystko jedno, z magnesami, czy bez), to nie
dziwota, że jest gorzej; tak samo byłoby po natarciu tego miejsca maścią rozgrzewającą. A derka magnetyczna działa tak samo, jak taka maść:
kumuluje ciepło w taki sam sposób, jak derka normalna. Jeśli założymy koniowi derkę (magnetyczną, lub nie) w gorący dzień, będzie chciał
się jej pozbyć; jeśli w mroźny, będzie mu w niej dobrze, rozluźni się i zrelaksuje tak samo, jak pod solarium. Ale tak, jak solarium
dostarczając ciepło w określone partie grzbietu nie ma jednoczesnie magicznych zdolności leczenia kolki, świerzbu, zołz i kto wie, czego
jeszcze, tak samo derka z magnesami pola stałego też takich cudownych efektów nie daje.
Jeśli ktoś ma ochotę podrążyć temat, to zapraszam np. do lektury opracowania pt. "Effect of a static magnetic field on blood flow to the
metacarpus in horses" (praca zbiorowa - Phillip E. Steyn, David W. Ramey, Joseph Kirschvink, John Uhrig). Opisano w nim badania (m.in. za
pomocą scyntygrafii) zmiany przepływu krwi u koni z założonymi na nogi opaskami magnetycznymi. Ciężka, fachowa, niestrawna angielszczyzna,
ale wnioski opisane dość jednoznaczne: "Rezultaty obecnego badania sugerują, że w przypadku koni statyczne pole magnetyczne zaaplikowane
w okresie 48 godzin za pomocą dostępnych w handlu opasek nie zwiększa ukrwienia pod opaską." Z ciekawszych spostrzeżeń: "Magnesy w opaskach
użytych do badania w odległości [zaledwie !] 7 mm od ich powierzchni nie generowały pola silniejszego, niż ziemskie pole magnetyczne."
A to zna przecież każdy dzieciak - zwykły magnes przyciągnie metalowy przedmiot tylko z bardzo niewielkiej odległości ! Jak więc magnesy
w derkach miałyby działać skutecznie i w znaczący sposób na tkanki położone w głębi ciała, np. ma mięśnie okryte grubą skórą i gęstą
sierścią ?
Ważną sprawą jest tu jednak wyjaśnienie sobie bardzo istotnej kwestii: pole polu nierówne. Jest bowiem pole statyczne (stałe) i zmienne.
Jeśli, drogi czytelniku, zdejmiesz ze swego wodomierza bardzo silny magnes neodymowy, który kiedyś tam położyłeś w wiadomym celu,
a nastęnie położysz go sobie na głowie, nodze, tudziez innych, bliżej opisanych w anatomii częściach ciała, to choćby leżał tam rok,
efektu nie odczujesz. Po położeniu na czole nie podniesie się IQ, po położeniu na dłoniach nie staniesz się wybitnym pianistą, po
położeniu na... no, ehm... no generalnie nic się samo nie poprawi, drugim Casanovą też się nagle nie staniesz ;) Taki magnes będzie
dawał pole stałe, statyczne. "Leczenie" (cudzusłów celowy) takim polem statycznym lub polem zmiennym o skrajnie niskiej częstotliwości
nazywa się magnetoterapią. Magnetoterapia to forma medycyny - niestety tej niekonwencjonalnej (lub jak kto woli: paramedycyny), czyli
leczenia nie akceptowanego przez medycynę klasyczną, opartą na badaniach naukowych. Magnetoterapia to jedna z tych metod leczenia, które
w opinii większości lekarzy są bezwartościowe (np. homeopatia, bioenergoterapia, czy opisane przez Bolesława Prusa w "Antku" wsadzanie
gorączkującego dziecka do rozgrzanego pieca na trzy zdrowaśki). W takich quasi-medycznych metodach często pokłada się nadzieje równie
ogromne, co bezzasadne. Póki co, nawet w dobie współczesnej wysokiej techniki, badania naukowe nie wykazały skuteczności magnetoterapii.
Wręcz przeciwnie: w 2009 roku oficjalne badania pokazały, że magnetoterapia nie może być uznana za skuteczną w zwalczaniu bólu, czy
chorobach zwyrodnieniowych stawów, także w reumatoidalnych stanach zapalnych. W 2012 roku American Cancer Society wydało oświadczenie,
w którym stwierdza się nieskuteczność magnetoterapii w leczeniu raka. Wszędzie, także w Polsce, są zwolennicy tej metody - niektórzy
mają nawet tytuły profesorów zwyczajnych, jednak póki co dowodów przemawiających za magnetoterapią polem stałym po prostu brak. A mimo
to producenci rozmaitych sprzętów do magnetoterapii wychwalają pod niebiosa swoje zabawki ! Co osobliwe, składają przy tym sprzeczne
zeznania. Jedni na przykład mówią, że toto leczy nowotwory, inni - że choroba nowotworowa jest przeciwwskazaniem do magnetoterapii.
Wszyscy chwalą się głośno, że ich urządzenia "zgodnie z Dyrektywą UE nr 93/42/EEC zakwalifikowane zostały do grupy wyrobów klasy IIa" -
tylko w sumie cóż z tego, skoro oznacza to tylko zaliczenie owych wynalazków do tej samej grupy produktów, co opatrunki, cewniki i klisze
rentgenowskie - i tyle ? Choć... W sumie słusznie: skuteczność magnetronu niskiej częstotliwości w leczeniu reumatyzmu jest taka sama,
jak gdyby położyć na bolący staw kliszę rentgenowską i przywiązać ją do nogi rurką od cewnika... Przy okazji: producenci magnetycznych
derek notorycznie mylą pojęcia np. pisząc, że "derka zawiera 32 magnesy neodymowe o mocy 2400 Gaussów każdy." Tu dwa komentarze: po
pierwsze - gaus, a nie Gauss, tak samo jak herc, dżul, wat, czy volt - bo to miary, a nie nazwiska !. Po drugie gaus to nie jednostka
mocy, lecz jednostka indukcji magnetycznej. Po trzecie gaus to jednostka od dawna już nie stosowana (tak samo jak jard jako miara
odległości, czy dyna jako jednostka siły). W obowiązującym od dziesięcioleci układzie SI zastąpiła ją tesla (również z małej litery).
Czy zatem producent wiedział, co mówił, czy też mówił, co wiedział ? Ech !...
Sprzedawcy magnetycznych patentów żerują na ludzkiej niewiedzy i naiwności. Każdy z nas powinien wiedzieć czym się różni magnetoterapia
od terapii ZMIENNYM impulsowym polem elektromagnetycznym o zdecydowanie WYŻSZEJ częstotliwości, liczonej w megahercach (czyli milion
razy większej). Ta druga metoda jest czasami stosowana w ortopedii - i ludzkiej, i weterynaryjnej, a choć sporo osób twierdzi, że
daje ona dobre efekty, to faktem jest, że nadal wpływ zmiennego pola na leczony organizm nie został jak dotąd w pełni przebadany
i udowodniony. Owszem, po zabiegu chory może się poczuć lepiej - ale to raczej efekt placebo taki sam, jak przy wspomnianej homeopatii.
Jednak ten efekt jest typowy dla leczenia ludzi głęboko wierzących, że stosowanych leczenie MUSI poprawić ich stan - ale przecież koń
tego nie jest świadomy i tej wiary nie ma...
Stosowanie silnego, zmiennego pola magnetycznego może przynosić czasem pozytywne skutki. Czasem, bo jest kilka ograniczeń. Nie stosuje
się pola zmiennego w stanach dużego podniesienia temperatury ciała, czy w miejscach silnego przekrwienia (czytaj: w bardzo ostrych
stanach zapalnych). Pole zmienne może powodować przyspieszenie zrastania się kości, poprawę stanu w miejscach występowania zwyrodnień,
bolesnosci, opuchlizn i obrzękow, daje pewien efekt przy leczeniu urazów ścięgien i mięśni. U koni stosuje się je na stany zapalne
mięśni grzbietu, pośladkowych, obręczy barkowej, stany zapalne i zwyrodnieniowe stawów, kręgosłupa, także przy mięśniochwacie. Ale też
trzeba pamiętać, że jest to tylko działanie wspomagające klasyczną terapię, zwykle opartą o farmakologię. Korzystne oddziaływanie
zmiennego pola magnetycznego jest opisane badaniami, które de facto mówią: "nie całkiem wiadomo, jak to działa, ale przynajmniej nie
szkodzi". Ale nawet jeśli stosuje się taką kurację, to zwykle łączona jest ona z wykonywaniem odpowiednich ćwiczeń ruchowych, czy masażami.
To, jak te zabiegi trzeba w konkretnym przypadku tosować, to jest już jednak pewna wiedza, którą w przypadku schorzeń u ludzi mają lekarze
i rehabilitanci, a w przypadku koni - weterynarze. I owszem, weterynarz może zalecić zabiegi - ale ZMIENNYM polem magnetycznym np. poprzez
użycie derki pozwalającej na uzyskanie takiego ZMIENNEGO pola. Jeśli jednak ktoś z Was wezwie weta, a ten o wskazaniach do takiego zabiegu
nawet się nie zająknie, to nie dziwcie się wcale. Bezprzewodowa derka "Centurion-Therapulse" z zasilanymi bateryjnie generatorami zmiennego
pola magnetycznego, dostępna w sklepie Agencji Jeździeckiej A.A.Bober to "jedyne" 20.000 (słownie: dwadzieścia tysięcy) złotych. Drogo ?
No drogo jak cholera i nie jest wcale pocieszeniem to, że przed laty kosztowała ona dwa razy drożej. Na palcach jednej ręki stolarza dałoby
się pewnie policzyć jeźdźców-amatorów, których stać by było na takie coś...
Magnetoterapia (dowolnego rodzaju) to jak widac metoda o dość kontrowersyjnej lub nie do końca zbadanej przydatności. W niektórych krajach
(np. we Francji) tego typu zabiegów już się po prostu u ludzi nie stosuje, uznając je za nieskuteczne. Pola magnetyczne są, owszem, szeroko
wykorzystywane w medycynie konwencjonalnej - ale w metodach diagnostycznych (np. w rezonansie magnetycznym), a nie w leczeniu sensu stricto.
I mogą sobie mówić czy to producenci sprzętu konikowego, czy właściciele ośrodków spa, że dawka pola magnetycznego poprawia przyswajanie
tlenu, przyspiesza procesy regeneracyjne, poprawia odżywienie tkanek, przyspiesza zrost kostny, stymuluje odnowę kolagenu, poprawia krążenie
obwodowe, działa przeciwbólowo, przeciwzapalnie i rozluźniająco itd. itp. Lecz patrząc przez pryzmat badań naukowych prawda jest taka,
że ubranie konia w derkę lub ochraniacze z wszytymi zwykłymi magnesami nie ma prawa nic nadzwyczajnego dać. Owszem, koniowi będzie cieplej,
co może bardzo korzystnie wpłynąć na jego samopoczucie i zdrowie - szczególnie jeśli np. jest zima, a właściciel stajni ma paskudny zwyczaj
niedościelania koniom w boksach. A do tego celu wystarczy w takim przypadku derka ze zwykłego polaru, bez elementów "pancernych".
A swoją drogą ciekawe jest to, że jest aż tak wielu wierzących w cudowną moc "magnetoochraniaczy", czy "magnetoderek" posiadaczy koni,
którzy zwykle o wiele chętniej kupią taki drogi gadżet, niż przeznaczą taką samą kwotę na zapewnienie zwierzęciu dodatkowych leków,
konsultacji weterynaryjnych, czy też na poprawienie warunków bytowych. A przecież to byłoby zapewne skuteczniejszą formą zmiany na
lepsze stanu zdrowia... Ceny zwykłych derek polarowych, czy ochraniaczy to kwoty rzędu 50-150 zł, gdy tymczasem ochraniacze magnetyczne
"Magnetix" z Premiere Equine to wydatek 350 złotych, derka magnetyczna "Magnetik Rug" z Veredusa - 1.700, zł. Bardziej "wypasipona"
derka "Light Master Tech" z Torpolu to już 3.000 zł. A wspomniana wyżej derka elektromagnetyczna to już w ogóle koszt potworny, zaś jej
skuteczność jest dyskusyjna. Naprawdę: jeśli ma się na względzie dobro konia, powinien wydać te pieniądze na weta i leki, a nie na derkę
lub ochraniacz z wszytymi paroma magnetycznymi kółeczkami. Lecz to oczywiście tylko moja prywatna opinia. A wybór ? Należy, drogi czytelniku,
do Ciebie.
*** Dodane 10.05.2018 ***
P.S.:
Nie ukrywam, że temat quasi-terapii derką z wszytymi zwykłymi magnesami podjąłem nieco zbulwersowany tym, że pewna znana mi osoba mająca
konia w stanie nie pozwalającym na jego użytkowanie, zamiast leczyć go (co zapowiadało się rzeczą bardzo kosztowną) wpadła na pomysł
kupienia takiej derki licząc, że dzięki temu będzie mogła tańszym kosztem na zwierzęciu dalej zarabiać na jazdach. Osoba ta należała
właśnie do tych, co to wolą kupić głupi gadżet niż wydać pieniadze na weta i leki, czy zapewnić przyzwoitą warstwę ściółki w boksie.
Efektem ubocznym opublikowania powyższego tekstu było jednak "zapienienie się" paru osób ze światka końskiego, święcie przekonanych
o wielkiej skuteczności posiadanych derek. Padły nawet pod moim adresem słowa o "zacofanym malkontencie" - i to m.in. ze strony pewnej
pani, osoby zdecydowanie dorosłej, "mężatej" i "dzieciatej", a jednak zachowujšcej się jak smarkacz. Cóż, najwyraźniej nie stosuje ona
na co dzień owego uspokajającego naczółka magnetycznewgo...
Tytułem wyjaśnienia uprzejmie informuję
zatem wszystkich, że prócz zapoznania się w czasie pisania tego tekstu z paroma publikacjami miałem z racji swoich kontaktów służbowych
także okazję porozmawiać o magnetoterapii z dwiema osobami prowadzącymi placówki rehabilitacyjne w woj. pomorskim. Obie oczywiście
zanegowały wpływ pól stałych, natomiast co do pól zmiennych - obie pozostawały raczej neutralne w swych opiniach (na zasadzie "primum non
nocere"). To chyba powinno dać oponentom choć odrobinę do myślenia...
Zródła:
http://www.medisana.pl/pl/oferta,magnetoterapia.html
http://www.torpol.eu/uploads/files/Materiały%20szkoleniowe%20Autor%20dr%20Maciej%20Przewoźny.pdf
https://www.equishop.com/pl/ochraniacze-dla-konia/1399-magnetik-4-hours-przod.html
http://web.gps.caltech.edu/~jkirschvink/pdfs/HorseMagnet.pdf
http://armadillo-products.co.uk/magnotherapy.htm
http://centurion-systems.co.uk/
http://www.magnetostymulacja.pl/
http://www.bemeramerica.com/sysa/